Archiwum dla październik, 2006

Ambilwalentność uczuć..

Posted in Image of the day on październik 31, 2006 by Beti

Z Krakowa wróciłam z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony wyjazd zaliczam do udanych, z drugiej, nie. Ta pierwsza strona obejmuje fakt, iż pojechaliśmy w osiem osób, z których każda jest indywidualnością, co innego ją cieszy, co innego smuci, co innego podziwia, co innego wzbudza lęk. A jednak udało nam się stworzyć świetny team, czuć się ze sobą miło, wspólnie przeżywać wyjazd i realizować plany. W planach było bowiem przyspieszone zwiedzanie Krakowa, odpoczynek w klimatycznych knajpach oraz wycieczka do obozów zagłady w Oświęcimiu. Z radością muszę powiedzieć, że wszystkie punkty zostały zrealizowane. Nie przeszkodziła nam nawet wredna, deszczowa pogoda, która chciała nas wystraszyć przed wyjazdem do Oświęcimia. Ale na szczęście wspaniałe zorganizowanie ekipy pozwoliło na szybki nabór parasolek (co zawdzięczamy specjalnemu wydaniu “jesiennej rozrywki” kobiecego pisma - Olivia :)), szybkie śniadanko (tu zyskaliśmy godzinę, dzięki zmianie czasu) oraz na szybkie wyewkuowanie się z hostelu. Trzeba przyznać, że zakwaterowanie mieliśmy świetne. Chyba zaspokajało wymagania nas wszystkich, a niektórych nawet przerosło :) Pokój był bardzo duży, z przedpokojem i dużym stołem z pufkami dla każdego, łazieneczki z prysznicami czyściutkie, wszystko jak się należy. Kraków, jego położenie, pamiętny wjazd do niego pięknie oświetloną kotliną, zabytki, otaczająca zieleń, wawel, smok wawelski, smocza jama - to na pewno zostanie w mojej pamięci na długo. A zwłaszcza Szisza Club - wspaniała atmosfera, klimatyczny chillout przy jabłkowej fajce wodnej, pysznych drinkach i wspólnych rozmowach - zasłużony odpoczynek w gronie przyjaciół po całodniowym zwiedzaniu.

Niestety jest jeszcze druga strona medalu. Rozczarowanie nocną atmosferą miasta, jego mieszkańcami, ich podejściem do siebie i innych. Odniosłam nieodparte wrażenie, że Krakowiacy to ludzie zadufani w sobie, snobistyczni, nie mający poczucia humoru, wrogo nastawieni do “obcych”, lekceważący uczucia innych, lekceważący wszystko i wszystkich, ludzie zepsuci, bez zasad, nie znający podstawowego savoir vivru i … aż trudno uwierzyć, że ta lista epitetów jest taka długa, kiedy to w Krakowie spędziłam zaledwie weekend. Niestety wszystko byłoby pięknie, gdyby nie nasze spotkania i przykre sytuacje z ludźmi - mieszkańcami tego miasta. Już pierwszego dnia, kiedy wjechaliśmy do centrum miasta, kiedy zapytaliśmy się przechodnia o wskazanie drogi do hostelu, w zamian otrzymaliśmy szybkie odwrócenie się na pięcie. Bez odpowiedzi. Ciekawe czy potraktował nas tak dlatgeo, że na rejestracji samochodu pierwszą literkę mieliśmy ‘W’ ? O godz. 24 wyruszyliśmy na Stare Miasto, aby podziwiać Kraków nocą. Czułam się jak w innym świecie, w innym wymiarze, innej przestrzeni, innym czasie. Tak, jakby dzień zamienił się z nocą i do tego był tak przerażający, tak dziwny, jak może być tylko w filmach. Ale to nie był film. W ciągu 10 minut drogi z Hostelu na Starówkę mijaliśmy tłumy osób na ulicach. I nie byłoby w tym może nic tak bardzo dziwnego, gdyby nie fakt, iż ludzie chodzili większymi grupkami, a każda grupka wyróżniała się na tle innej - ubiorem, wiekiem, sposobem zachowania, trzeźwością lub jej brakiem. Kiedy mijaliśmy każdą z nich, osaczał nas odór alkoholu, puste spojrzenia. Nieprzytomne kobiety przelewały się przez ręce lekko podchmielonych mężczyzn, ktoś całował się przy ścianach, ktoś się przewracał, ktoś się bił, ktoś żebrał, ktoś leżał w otoczeniu strzykawek, ktoś skakał z wieży kościoła mariackiego. Kraków - miasto artystów… Udało mi się wypić jednego Breezera na ciepło. Kiedy zapytałam kelnerkę dlaczego podała mi go ciepłego, spojrzała się na mnie, jak na kosmitkę. Była bardzo zdziwiona, kiedy ją poinformowałam, że jak sama nazwa wskazuje, takie drinki podaje się zmrożone. Do hostelu wróciliśmy dość szybko. Następnego dnia zszokowała mnie obsługa w knajpach, brak podstawowego savoir vivru, bezdomny, którego spotykaliśmy kilka razy w innym miejscu przy pracy, tj. zaczepianiu ludzi i proszeniu o 1,80 zł “na zupę”. Apogeum mojego zniesmaczenia i irytacji sięgnęło, kiedy w uroczym Szisza Clubie, ni stąd, ni zowąd, nagle do naszego stolika wparowała ochrona i potraktowała nas, jak intruzów. Wylegitymowano nas w chamski, obrzydliwy sposób, strasząc prawie gotowością pobicia. Jak potem usłyszeliśmy od kierownika klubu, sytuacja nastąpiła “przez pomyłkę kelnerki”, która źle wskazała numer stolika stwarzającego problemy w klubie. Ale tu przynajmniej zostaliśmy przeproszeni. Kolejnego dnia znowu mieliśmy przykrą sytuację. Tym razem z kierowcą pks’u, który wiózł nas do muzeum w Oświęcimiu. Oszukał nas, że nie ma biletów studenckich, policzył nam, jak za całe bilety, po czym kolejnym pasażerom sprzedawał te same bilety taniej. Na prośbę wyjaśnienia tej sytuacji, na pytanie “dlaczego”, usłyszeliśmy tylko: “Bo tyle mieliście zapłacić”. Chamstwo,warcholstwo i nieposzanowanie klienta. Także to tylko relacja z tych większych nieprzyjenych sytuacji naszych spotkań z Krakowiakami. Muszę przyznać, że pod tym względem jestem Krakowem rozczarowana. I choć nie zdążyłam zwiedzić wszystkiego, co chciałam, pewnie długo jeszcze będę musiała odczekać, żeby tam jeszcze wrócić. Ale prawdą jest to, że podróże kształcą. Niech puentą będzie stwierdzenie, że miasto, choćby ze złota, nigdy nie będzie piękne, bez “pięknych” ludzi. Bo miasto to przede wszystkim ludzie. Zastrzegam się tu, że to tylko moje odczucie i zdaję sobie sprawę, ze nie mogę generalizować i na podstawie kilku sytuacji wyciągać wniosków o całym mieście i wszystkich ludziach mieszkających w nim. Być może miałam niefarta i trafiłam na takich, a nie innych ludzi, ale teraz tak czuję i chcę się tym z Wami podzielić.

Na osobny akapit zasługuje wspomnienie o Oświęcimiu. Wizyta w obozach zagłady natchnęła mnie myślą o tym, jak dużą rolę w naszym życiu pełni historia. Napawa nas nostalgią, niepokojem, dumą, czasem też ciekawością i tajemnicą. W historii odnajdujemy coś, czego nie doświadczamy na co dzień. Zmusza nas do zadumy i refleksji. W perspektywie zbliżającego się święta zmarłych takie miejsce jak Auschwitz, czy Birkenau nabierają dla mnie jeszcze większego znaczenia. Czy pamiętamy jeszcze to, co zdarzyło się na oczach naszych babć zaledwie 65 lat temu? Czy pamiętamy my –Polacy? W niedzielę w Oświęcimiu było pełno ludzi. Moją uwagę zwróciło szczególnie kilkanaście grup brytyjskich żydów. Z flagami gwiazdy żydowskiej na plecach, ze łzami w oczach, śledzili kolejne sale muzeum. W jednej kilka tysięcy prawdziwych włosów po uśmierconych, w drugiej buty po nich, w innej przybory codziennego użytku, ubrania, pędzle do golenia, szczotki, zdjęcia bliskich - żywe dowody na to, że to wszystko, o czym czytamy, miało miejsce naprawdę. To miejsce zmusza do refleksji nad światem, nad wartościami, nad słabością ludzkiej psychiki i siłą demonicznych jednostek, gotowych na wszystko. Pod ścianą straceń złożyliśmy hołd, zapaliliśmy świecę. Niestety pogoda nie pozwoliła nam na dokładne zwiedzenie Brzezinki. Rozpętała się burza z piorunami i zrobiło się trochę niebezpiecznie, ponieważ obóz Birkenau znajduje się na środku wielkiego pola. Ale obóz w Auschwitz zwiedziliśmy bardzo dokładnie, z przewodnikiem. Każdy z nas odebrał go w inny sposób. Ale co do jednego jesteśmy zgodni. Oświęcim to miejsce, w którym należy być. Chociaż raz w życiu.

Praca, praca, praca..

Posted in Image of the day, Przeczytane on październik 26, 2006 by Beti

Praca redakcyjna jest cholernie wciągająca, ale też cholernie wyczerpująca.. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo :)
Potwornie się dziś urobiłam. Spędziłam 9 h przed komputerem, właściwie prawie od niego nie odchodząc! Mój kręgosłup woła o pomoc, oczy też a głowa marzy tylko o słodkiej podusi i silnym ramieniu Wawiorka.
Pojawiły się dwa nowe szkolenia w ofercie DPMP - “Jak używać zdjęcia w prasie”, prowadzone przez Cath Caldwell, byłą redaktor artystyczną brytyjskiego ‘Elle’ i „Jak zarządzać zespołem redakcyjnym”, które poprowadzi Chris Maillard, jeden z magazynu ‘Top Gear’. Pierwsze bęzie traktowało o zasadach rządzących zasadami doboru odpowiedniego stylu fotografii, bądźilustracji, tak aby była idealnie dopasowana do charakteru naszejpublikacji, a także o najlepszych miejscach, w których można poszukiwać ilustracji oraz w jaki sposób maksymalizować efektywność pozyskiwaniazdjęć z ogólnodostępnych źródeł. Cath opowie też o efektywnych metodachkorzystania z bibliotek zdjęć. Natomiast szkolenie „Jak zarządzać zespołem redakcyjnym” poświęcone będzie skutecznym metodom osiągania celów w pracy redakcyjnej.
http://www.dpmp.pl
P.S. I tak jak obiecywałam kilka dni wcześniej, na portalu wiadomosci24.pl pojawił się dzisiaj mój artykuł! :))) Podaję tu linka do strony: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/noc_reklamozercow_szesc_godzin_zabawy_9851.html

Rozmowy te duże i te małe..

Posted in Image of the day on październik 26, 2006 by Beti

Czasem trudno jest się pogodzić z tym, co daje nam los.. Zamykamy się w puszce pełnej myśli, wspólnych przeżyć, lęków i niepokojów.. To, co daje nam wytchnienie, to rozmowa.. z kimś bliskim.. z przyjacielem.. rodziną.. W rozmowie jest nam łatwiej się otworzyć.. Język zbliża ludzi, jest łącznikiem między duszami.. Coś, co siedzi bardzo głęboko, w zaciszu naszych serc ujawnia się w komunikacji.. Ludziom potrzeba ciepła, czułości, wrażliwości.. Niesamowite jak jedno słowo, zdanie może zmienić wszystko w jednej sekundzie. Pozwólmy sobie je usłyszeć. Otwórzmy sie.. Odnajdźmy szczęście w drugim człowieku..
Niech zapłonie iskra nadziei w nas, ludziach tak odmiennych, a takich samych.
Rozmowa.
Ta krótka chwila była dla mnie wiecznością. Czułam, że topi się we mnie coś, że się zmianiam, że coś odkrywam..
Na takie chwile czekam..
A najpiękniejsze w nich jest to, że przychodzą nagle, niespodziewanie,
jak ulotna chwila złapana przez impresjonistę w ramy obrazu..

Dzięki Asiu..

W24..

Posted in Image of the day on październik 26, 2006 by Beti

Chciałam się z Wami podzielić swoją radością - otóż nawiązałam współpracę dziennikarską z portalem http://www.wiadomosci24.pl
Niebawem powinien się tam ukazać mój artykuł, w dziale ‘wydarzenia’. Jest już przekazany do moderacji. Zatem zapraszam do lektury. :)
A odpowiadając Wam na pytanie, którym jak jeden mąż zasypaliście mnie dziś rano: z czasem jest jak z dziećmi.. Im więcej ich masz, tym lepiej sobie z nimi radzisz lub jak kto woli - lepszą jesteś mamą.. ;) Ja wychodzę z założenia, że im więcej ma człowiek obowiązków, tym łatwiej mu się zorganizować. Ot co!
Fajnie, że mnie czytacie i odwiedzacie na stronie!
Pozdrawiam!

Kilka newsów..

Posted in Newsy on październik 26, 2006 by Beti
  •  
  • Po pierwsze, na Podyplomowym Studium Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej, na które uczęszczam już drugi rok, mamy w tym semestrze zajęcia warsztatowe z dziennikarstwa telewizyjnego z Grzegorzem Kozakiem, dziennikarzem TVP, głównym wydawcą wiadomości TVP1. Cieszę się z tego bardzo, bo dowiaduję się wiele rzeczy z pierwszej ręki. Ostatnio dowiedziałam się nawet, jak wyglądają wiadomości “od kuchni”, czyli od wewnątrz. Wiem, co się dzieje w studiu, kiedy my w ciepłych kapciach i z herbatką w ręku zasiadamy przed telewizorami, aby obejrzeć “dziennik”. Dużo się uczę, a zwłaszcza tego, jak zareagować w tych trudnych sytuacjach, podczas telewizyjnej i dziennikarskiej burzy.
  • Po drugie, jestem na etapie kończenia pisania artykułu, który już niebawem ukaże się drukiem.. Trzeba dużo rzeczy poświęcić, aby napisać dobry artykuł. Przede wszystkim czas nie tylko na samo pisanie, ale na przygotowanie się do tego, na spotkania z lekarzami, zwłaszcza, kiedy pisze się do działu zdrowie:)   
  • Po trzecie, w tym zabieganiu nie zapominam o rodzinie i przyjaciołach. W tym tygodniu cały grafik spotkań jest już obstawiony :)
  • Po czwarte i po piąte, zaczyna się też czas imprez kulturalnych, m. in. wybieram się na noc reklamożerców, co zawdzięczam Annie Białkowskiej (i tu ukłon i podziekowanie w jej stronę) oraz wyjeżdżam wraz z Narzeczonym i znajomymi do Krakowa. Chcemy doświadczyć kulturalnych przeżyć na Wawelu i przy okazji pojechać do Obozu w Oświęcimiu. Czeka mnie zatem nie lada emocjonalne przeżycie, ale myślę, że jestem już gotowa zobaczyć to, o czym tak dużo czytałam..