Samotność uszlachetnia?
Opublikował/a Beti w dniu marzec 15, 2007
Zatopić się we własnych myślach, usłyszeć siebie.. Dojrzeć to, co gołym okiem jest niewidoczne, co przyćmione jest słowem, co odbija się w innym człowieku.. To jak na nowo się narodzić..
Stać się ‘carte blanche’ i od nowa rozpocząć zapisywanie kartek z kalendarza..
Jednak do tego potrzeba ciszy, samotności..
Tylko w ciszy jesteśmy w stanie słyszeć swój oddech, miarowe bicie serca, przenikanie myśli i pulsowanie nadgarstka..
W ciszy uświadamiamy sobie siebie, dostrzegamy, kim naprawdę jesteśmy, co nami kieruje..
A więc, czy samotność uszlachetnia?
Chyba tak..
W samotności pozbywam się egoizmu, dostrzegam go, walczę z nim..
Oderwana od świata zewnętrznego, jestem tylko ze sobą, z własnym ja.. i w dodatku muszę go znosić.. ![]()
Nic tak nie rozwija, jak samotność, jak cisza..
Trzeba się czasem zatrzymać, by to dostrzec, poczuć, doświadczyć..
Niech to będzie na początek tylko czytanie książek w samotności, popijając kawę i grzejąc się w ulubionym kocyku. Potem niech to będzie samotny spacer wieczorną porą. Aż w końcu nie będzie trzeba nic więcej, oprócz nas samych. Zadnych okoliczności zewnętrznych, żadnych przedmiotów, żadnych..
Niech każdy znajdzie choć chwilę dla siebie. Niech to będzie ta jego chwila w ciągu długiego dnia. Niech to będzie chwila na zgłębianie siebie..
Wiem jedno – ten czas uszlachetnia, odnawia, uzdrawia..
Czy to jest właśnie medytacja?