Jak Kota nie ma, to Myszy harcują ![]()
A co, jak Mąż ma wychodne to i ja mam. Zdrowe podejście musi być.
Ostatnio sobie zaszalałam. Cały weekend spędziłam na małym i dużym imprezowaniu ![]()
Już zapomniałam jak to jest wracać do domu o świcie, zatapiać się w rytm muzyki i szał wirujących świateł, pić piwo z sokiem jedno za drugim i nie upijać się
No cóż, było miło. I okazje nie byle jakie. Bo nie ma to jak spotkać się na urodzinach ślicznej koleżanki z którą się nie widziało kilka miesięcy. Btw, jak ten czas szybko leci. Człowiek niby dopiero co się widział, niby ostatnio, a jednak jak się zastanowi to upłynęło już kilka ładnych miesięcy od ostatniego widzenia.. Ta pogoń za czasem jest przytłaczająca. Jesteśmy ograniczeni czasem. A to przecież wymysł ludzkości ten czas. I na co nam to było? A niech by tak nasze czynności spowalniało światło dnia, a księżyc zwiastował przyspieszenie bicia serca.. Ale nie, na bicie serca nie mamy czasu, bo światło dnia tak nam dało w kość, że księżyca już dawno nie widzimy..
A Cejrowski pisał, że czas przystanął. Ale pisał też, że jak przystaje, to na chwilę. Normalnie czas płynie. Szybciej, wolniej, ale płynie. W generalnym kierunku od Było do Będzie. Niekiedy zatacza przy tym koła, robi pętle, w wyjątkowych sytuacjach może stanąć w miejscu i odetchnąć albo się powtórzyć.. ale żeby.. Znowu dałam się ponieść.
Takie weekendy jak ten, o którym piszę zdarzają się rzadko, ale są potrzebne. Dobrze jest sobie czasem zrobić mały resecik. Wówczas pozostaje równowaga.. Fajnie jest czasem poczuć, że wprawdzie jest się (fizycznie) w zasięgu słuchu, wzroku i pozostałych zmysłów, ale chwilowo poza czasem. Na tyle daleko od teraźniejszości, żeby nie sięgać własnych zmysłów.
Mądry jest ten Cejrowski.
Archiwum z luty, 2008
Oddychanie weekendem..
Opublikował/a Beti w dniu luty 27, 2008
Opublikowany w Image of the day | Zostaw Komentarz »
Moje małe namiętności..
Opublikował/a Beti w dniu luty 10, 2008
Ponieważ zasypujecie mnie mailami, że nic nie piszę na stronie, postanowiłam się z Wami podzielić, dlaczego tak się dzieje..
Otóż, od pewnego czasu, a dokładnie od listopada, odkąd w naszym życiu pojawił się Tenzo – nasz biszkoptowy labradorek, każdą wolną chwilę poświęcam właśnie jemu. Czasem Mąż też pomerda ogonem, więc Nim też trzeba się zająć ![]()
Ale poważnie. Tenzo, uroczy, śliczny, pies obronno-myśliwski, który złodzieja zalizałby na smierć, zafascynował mnie całym sobą. Sprawił, że moje małe namiętności to długie spacery po pracy, weekendy poświęcone wyjazdom poza warszawski dym i łuny spalin, łapanie dziewiczego tlenu z lasów sosnowych, długie przeprawy przez wał nad Wisłą, tarzanie się w błocie, i koniecznie zaliczanie każdej kałuży, a najlepiej jak będzie ona cała czarna od błota, aż wreszcie długie wieczorne drzemanie z książką w ręku, na kanapie wśród zapalonych świeczek i tlącego się kadzidełka. Moje małe namiętności to Tenzo i kochający Mąż. To dom, z którego bije ciepło, w którym zapomina się o wyścigu szczurów wielkich korporacji, w których przyszło nam pracować. To dom, który uczy miłości i wrażliwości. To moja przystań.
Dlatego w tych wolnych, cudownych chwilach, zapominam o istnieniu komputera, o istnieniu mojej wordpressowej strony, o istnieniu wszystkiego, co bezustannie kradło mi te niezapomniane chwile.
Jednakże nie zapominam o Was, o moich stałych, wiernych czytelnikach. Jesteście wciąż w mojej glowie. Jednakże on line będziemy spotykać się teraz trochę rzadziej. I jeśli mogę Wam coś poradzić, nie traćcie czasu na ślęczenie godzinami przed monitorem. Czas i życie uciekają. Więc łapcie je, póki macie siły
Z ciepłymi pozdrowieniami..
Opublikowany w Image of the day | Zostaw Komentarz »