Gen waleczności..
Opublikował/a Beti w dniu grudzień 23, 2008
Gen waleczności.. Noszę go w sobie. Chciałabym jednak powiedzieć kiedyś, że mam w sobie gen zwycięstwa. Przegrywałam w życiu wiele razy, ale za każdym razem przegrana była motywacją do dalszych działań. Przewrotności w moim (nie tak długim) życiu jest pełno. Ale trzeba grać. Jak grasz, to jasne jest, że czasem przegrasz. Nie jest wstydem przegrać. Wstydem jest nie zrobić wszystkiego, żeby wygrać.
Sufit nie jest nad moją głową, tylko tam, gdzie ja ustalę sama ze sobą, że on jest.
Nie chcę w chwili, która mogłaby być dla mnie najlepszą, kiedy los bierze mnie za rękę i daje szansę na zrobienie rzeczy większych bądź wielkich, być nieprzygotowana.
Mam oczy szeroko zamknięte, gdy śpię. Czuwam, słucham, obserwuję, gdy upadam, podnoszę się.
Być może to wynik wychowania. Rodzice od zawsze wpajali mi, że jestem dobra. Jaki ładny rysunek! Jak ładnie tańczysz! Ślicznie wygladasz, jaka ładna sukieneczka! Mmm, jakie zdolne dziecko!
Los znowu daje mi po mordzie. Ja stoję twardo, jakbym miała buty z drewna przykute do podłoża. Czekam. Wybija godzina zero. Muszę się zmierzyć z najtrudniejszym przeciwnikiem. Ze sobą. To będzie zacięta walka. Ciekawe, czy wygram? Waleczności mi nie brakuje. Jestem przygotowana. Dobrze przygotowana. Piłka w grze..
Gram..
bas powiedział/a
trzymam kciuki
Gosiak powiedział/a
ja też kochana… :*